 |
|
|
Moja autoagresja |
| Autor |
Wiadomość |
niewazne_kto
Gość
|
Wysłany: Czw 29 Lip, 2010 Moja autoagresja
|
|
|
Mam prawie 14 lat, a mój problem z autoagresją zaczął się niemalże rok temu, we wrześniu. Być może wielu zirytuję. Sama siebie czasami irytuję, chociaż teraz już znacznie mniej niż niegdyś. Wiem, że na tym forum ludzie opisują swoje historie, więc pomyślałam że może nic nie stoi na przeszkodzie bym ja też coś napisała, całkiem anonimowo. Jeszcze nigdy nie pisałam o moim problemie, nie umiem mówić o nim otwarcie, mimo że próbowałam. Ale do rzeczy.
Zawsze byłam taka dziwna. Wszystkich wkurzałam. Sama siebie wkurzałam, a to dlatego, że nie umiałam być konsekwentna w relacjach z rówieśnikami. Robiło mi się szkoda wrogów, tych dziecięcych, ludzi w autobusie i w ogóle, wszystkich jak leci. Sprawiałam wrażenie osoby niestałej emocjonalnie. Byłam bardzo zmienna, naiwna i strachliwa, i ciągle coś pisałam/czytałam. W klasach 1-5 SP wciąż chciałam się zaprzyjaźnić z grupą dziewczyn, które tak naprawdę miały mnie gdzieś, dokuczały mi wciąż, a ja płakałam. Żałosne. W szóstej klasie nagle zdałam sobie z tego sprawę. Z tego, że byłam przez ten cały czas żałosna i po prostu wszystkich irytowałam. Zaczęłam się okropnie nienawidzić, zainteresowałam się subkulturą emo. Wtedy moje życie stało się doprawdy wspaniałe: wydawało mi się, że wszyscy nabrali do mnie pewnego szacunku, znalazłam przyjaciół, pokochałam wspaniałą muzykę. Zaakceptowałam swój charakter. Przestali mnie gnębić i to był naprawdę szczęśliwy okres. Zaprzyjaźniłam się z jedną dziewczyną. Zaistniała między nami (przynajmniej wg mnie) niesamowita emocjonalna więź. To miała być wspaniała przyjaźń na lata, tak bardzo byłam wtedy szczęśliwa. Wręcz nie wyobrażałam sobie życia bez owej przyjaciółki, wybrałam osiedlową szkołę m. in. ze względu na nią. Gdy poszłam do gimnazjum nagle wszystko się popsuło. To zabrzmi głupio, ale... wspomniana przyjaciółka była i jest transseksualna. Bardzo przylepiła się do pewnej indywidualności, jaka też przybyła do naszej nowej klasy. Z dnia na dzień o mnie zapomniała. Nie mogłam tego zrozumieć, miało być przecież tak fajnie, miałyśmy realizować tyle szalonych pomysłów, wygłupiać się, śmiać razem jak też rozmawiać całkiem poważnie. To był dla mnie olbrzymi kryzys, a, że miałam wówczas olbrzymią skłonność do dołowania się i nakręcania, co dzień było coraz gorzej. Wbrew pozorom to olbrzymi szok, zwłaszcza że zawsze wszystko jej mówiłam, opowiadałam... A wówczas zupełna samotność. Głupie, wiem. Teraz bym tak tego nie przeżywała, tylko ta cholerna skłonność do dołowania się, jaką wtedy miałam. Jestem na siebie zła. Moja samotność zaczęła sprawiać mi psychiczny ból i zaczęłam wspomagać się cyrklem i bardzo dużo jeść. 14 października - dzień po moich urodzinach - bardzo się zdenerwowałam. To był jeden z takich dni, gdy chodzi się po domu i nie ma się co ze sobą zrobić. Nastawiłam się, że będzie fantastycznie, miałam bowiem wyjść z domu z dziewczynami i iść do kina. Takie banalne, ale moja uprzednia egzystencja polegała głównie na schemacie: szkoła>dom>cyrkiel, ciastka i telewizja. "Ambitne" plany skończyły się niepowodzeniem. Nienawidzę się za to do dziś, ale właśnie wtedy chwyciłam nożyczki i pocięłam się tak mocno, do krwi. Trudno pisać te słowa. Poczułam niewyobrażalną ulgę, nagły relaks, spokój i pustkę. I w ten sposób zaczął się mój nałóg. Nienawidziłam się coraz to bardziej, od ciągłego jedzenia przytyłam i czułam się gruba, brzydka i nijaka. Przestałam ubierać się w określony sposób, nie patrzyłam właściwie co na siebie wkładam. Do wszystkich choćby urojonych problemów doszły poważne kłopoty mojej mamy. Cięłam się przynajmniej raz w tygodniu, niekiedy miałam ciągi i robiłam to wiele dni z rzędu. Ale nie na rękach, tylko na udzie. Osoby z mojej klasy zauważyły niegdyś blizny. Wykręciłam się jakoś, wszystko obróciło się w żart. Gdzieś tam głęboko istniało pragnienie, by ktoś jednak się o tym dowiedział. Zdecydowałam się powiedzieć o tym pewnej osobie, ale rozmawianie o tym wszystkim okazało się tak nieprzyjemne i trudne, że postanowiłam nie poruszać nigdy tego tematu, a i ona nie poruszyła go. Stałam się nieufna do ludzi, zamknięta w sobie. W końcu jednak stwierdziłam, że mam tego dosyć, że chcę z tym wszystkim skończyć. Miewałam okresy, że było dobrze, że żyłam pełną parą, że wszystko mnie cieszyło. Trwały maksymalnie miesiąc, potem wszystko wracało - dziwna niechęć do życia, nieuzasadniony smutek, pociąg do nożyczek. Nie wiem skąd coś takiego się brało, wtedy w zasadzie nie miałam żadnych problemów. Cięłam się rzadziej, i rzadziej. Zasłaniałam skrzętnie pozostałe blizny, zasłaniam je nadal.
Nie robiłam tego przez dwa miesiące, a ostatnio coś mnie naszło. Doprowadza mnie do szału mój ojciec. Bardzo się zmienił. Ciągle wszczyna jakieś awantury, niekiedy nawet pije. Nie traktuje nas jak swoją rodzinę. Staram się zachowywać obojętność, ale nie chcę, by swoim choćby mimowolnym zachowaniem zniszczył moją matkę. Bo oprócz niej ja i mój brat nie mamy nikogo, a ona wciąż pracuje, wygląda jak cień człowieka. I nie chcę też, żeby tamte dziwne stany przeciągłego smutku powróciły.
Ale muszę Wam powiedzieć, że nie mam zamiaru znów poddać się autoagresji. I będę z nią walczyć. I zachęcam Was do tego samego, nawet jeśli brzmi to niestosownie w ustach głupiej czternastolatki która właściwie nie wie nic o życiu. |
|
|
|
 |
Gość
|
Wysłany: Czw 29 Lip, 2010
|
|
|
Młoda nie jesteś głupia!!! Nie daj się... Wiem że nie zawsze to wyjdzie ale wiem że się da... sama nie tnę się już jakiś czas... jak minęło 5 miesięcy to przestałam liczyć... Możesz być z siebie dumna i dumna z każdego dnia bez nożyczek... |
|
|
|
 |
Scott

Wiek: 20 Dołączył: 06 Lip 2010 Posty: 40 Skąd: Wschód
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
"Głupota jest też pewnym sposobem używania umysłu. "
więc nawet jeśli uważasz się za głupią, to i tak jesteś mądrzejsza od innych ponieważ człowiek uczy się na błędach i idąc w dorosłość zabierasz z sobą większy materiał doświadczeń niż rówieśnicy. Od Ciebie zależy ile się nauczysz i ile wyniesiesz ze swej młodości.
Piszesz o swojej matce, że jest cieniem człowieka. To znaczy, że was bardzo kocha, że poświęca całą siebie, zdrowie psychiczne i fizyczne abyście Wy byli szczęśliwi i mieli lepsze życie od niej samej. Dlatego to powinno być dodatkową motywacją dla Ciebie aby te stany nie wróciły. Zastanawiam się tylko czy dobrze robisz stojąc obojętnie wobec swojego ojca, jak dla mnie to jest prawie jednoznaczne z pozwoleniem na to co robi, a sama napisałaś że nie chcesz aby swoim zachowaniem zniszczył Twoja matkę. To jest też Twoja rodzina i też powinnaś dbać aby było dobrze.
Co do problemów w szkole, relacje z przyjaciółmi i kolegami, koleżankami to miałem trochę podobnie i mogę powiedzieć, że z czasem nauczysz się dobierać przyjaciół i znajomych tak, że będą to ludzie wartościowi i na których możesz liczyć. Za mną jest już okres podstawówki(ciągłego gnębienia z powodu tuszy), gimnazjum(znęcania z powodu inności) i techniku(gdzie zacząłem brać życie w swoje ręce i walczyć o samego siebie), teraz idę na studia i nauczyłem się otaczać ludźmi na których się nie zawiodę ale nauczyłem się tego tylko dzięki temu, że parę razy dostałem nóż w plecy od najlepszych przyjaciół.
niewazne_kto mogę życzyć Ci jeszcze tylko powodzenia i wytrwałości w Twoim postanowieniu. Wpadnij tu jeszcze i napisz jak się sprawy mają. |
|
|
|
 |
Gość
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
Próbowałam tysiące razy wytłumaczyć ojcu, by się wreszcie opamiętał, uspokoił. On nie jest jakiś zły. Ma po prostu momenty, że nagle wybucha z byle powodu i robi straszną masakrę niezależnie od tego gdzie jest (niegdyś wyklął mnie w szkole przy nauczycielach, bo ja miałam klucze i nie mógł dostać się do domu). Z tym, że takie momenty zdarzają się z roku na rok coraz częściej, niemal codziennie. Próbujemy namówić go na wizytę u psychiatry/psychologa, ale nie da sobie przetłumaczyć. Ostatnio gdy mu coś mówiłam, stwierdził tylko, że jestem żałosna. Lepiej by chyba było dla mamy gdyby się na jakiś czas wyprowadził, choć będzie to trudne.
Dziękuję Wam bardzo za ciepłe słowa, wiele dla mnie znaczą. |
|
|
|
 |
Scott

Wiek: 20 Dołączył: 06 Lip 2010 Posty: 40 Skąd: Wschód
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
| Gdyby doszło do tego rozdzielenia Twoich rodziców nie wiem czy by to nie skończyło się ostatecznie rozwodem... sprawami w sądzie o prawa rodzicielskie, majątek itp. To by mogło jeszcze bardziej przytłoczyć Twoją matkę ale mogło by ją uwolnić chociaż od jednego problemu. Jeśli jednak wy nie dajecie rady mu przetłumaczyć to co na to dalsza rodzina? Wiedzą o sytuacji w domu? |
|
|
|
 |
Gość
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
| Dalsza rodzina niby o wszystkim wie. Na babcię ze strony mamy nie można za bardzo liczyć (zawsze wie wszystko lepiej, jest bardzo nerwowa a przy tym ma problemy z sercem). Liczna rodzina ze strony taty natomiast ewidentnie faworyzuje go, uważają, że jest zapracowany i nie przyjmują do wiadomości tego, jaki jest naprawdę (mimo, że np. wczoraj słyszeli przez telefon jak po pijanemu wrzeszczy i wszystkim ubliża). Dodam jeszcze, że ojciec wśród swojej rodziny jest radosny, spokojny i uprzejmy, natomiast gdy wracamy do domu, do mamy, natychmiast wraca to 'złe' usposobienie. Mój ojciec ma też bardzo bliski kontakt ze swoją matką, która ma na niego duży wpływ, ale - jak mówię, 'święty'. |
|
|
|
 |
Scott

Wiek: 20 Dołączył: 06 Lip 2010 Posty: 40 Skąd: Wschód
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
Rodzina od strony ojca zawsze będzie trzymać jego stronę bez względu na to co by robił, to jest chyba standard wszędzie. Twoja matka powinna namówić go na wizytę w poradni małżeńskiej jeśli jest naprawdę źle, separacja itd powinno być ostatnim rozwiązaniem.
To czego się obawiam to to, że matka może nie mówić Ci wszystkiego, tzn opisujesz dokładnie sytuację co się dzieje, ale nie napisałaś dlaczego Twój ojciec taki się zrobił. Możliwe że Twoja matka wie co jest nie tak tylko nie ma pojęcia jak to naprawić i brnie w to bagno w nadziei, że wszystko będzie dobrze. Jeśli nie ma żadnej możliwości uzyskania pomocy wśród rodziny powinno się poszukać na zewnątrz |
|
|
|
 |
Gość
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
| Jako dziecko niezbyt zręcznie będzie mi cokolwiek im proponować, ale spróbuję z tą poradnią. Dziękuję za rady i pomoc. Jak tylko coś się zmieni dam znać. |
|
|
|
 |
Gwenhwyvar

Wiek: 24 Dołączyła: 26 Maj 2007 Posty: 1096 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
Witaj nieważne_kto. Mój problem z autoagresją zaczął się mniej więcej w tym samym okresie co Twój, też czułam się samotna, nie radziłam sobie z emocjami, uważałam, że nigdzie nie pasuję, miałam niską samoocenę... więc rozumiem przez co przechodzisz.
| Cytat: | | Zastanawiam się tylko czy dobrze robisz stojąc obojętnie wobec swojego ojca, jak dla mnie to jest prawie jednoznaczne z pozwoleniem na to co robi, a sama napisałaś że nie chcesz aby swoim zachowaniem zniszczył Twoja matkę. |
Nie mogę się zgodzić ze Scottem. Ty masz 14 lat i jesteś jeszcze dzieckiem, nie można oczekiwać od Ciebie abyś brała odpowiedzialność za działania dorosłych... to się zwykle źle kończy - sama w gimnazjum nie raz próbowałam powstrzymać moją matkę przed braniem kolejnego nierozsądnego kredytu, ale nie byłam w stanie... a gdy nasza sytuacja finansowa się pogarszała (windykatorzy, komornik, brak światła) czułam się winna, że nie potrafiłam jej przemówić do rozsądku... i byłam zła na siebie... i między innymi tą złość wyrażałam sięgając po żyletkę... To błędne koło... Twoi rodzice są dorośli i sami o sobie decydują... i czasem decydują źle... ale to nie Twoja wina i nie Twoją odpowiedzialnością jest nakłanianie ich by postąpili właściwie.
| Cytat: | | Piszesz o swojej matce, że jest cieniem człowieka. To znaczy, że was bardzo kocha, że poświęca całą siebie, zdrowie psychiczne i fizyczne abyście Wy byli szczęśliwi i mieli lepsze życie od niej samej. Dlatego to powinno być dodatkową motywacją dla Ciebie aby te stany nie wróciły. |
Ja widzę to nieco inaczej... może dlatego, że mam inne doświadczenia... Ogólnie mam uczulenie na "poświęcanie się dla kogoś"... Sama koncepcja tego, że ktoś mógłby się dla mnie poświęcić doprowadza mnie do furii... Jeżeli ktoś mi bliski chce coś dla mnie zrobić to niech dba o siebie i swoje zdrowie by był ze mną jak najdłużej. Co mi przyjdzie z tego, że ktoś się będzie zaharowywał? Dodatkowe parę złotych? Bluzka, na którą nie będę mogła patrzeć wiedząc jakim kosztem ludzkim nalazła się w moim posiadaniu? Osobiście wolę siedzieć bez prądu i gazu niż patrzeć jak ktoś mi bliski słania się na nogach i wiedzieć, że to dla mnie... w domyśle przeze mnie... Zawsze w moim życiu, gdy ktoś się dla mnie poświęcał moja autoagresja stawała się potężniejsza.
Może być tak nieważne_kto, że widzisz to tak jak Scott i działanie Twojej matki faktycznie da Ci siłę by walczyć z samookaleczeniami... ale możesz też reagować podobnie do mnie... i wtedy powinnaś jak najszybciej zareagować, powiedzieć, że boli Cię patrzeć na nią w takim stanie... że może nie warto by się tak poświęcała, może nikomu to na dobre nie wychodzi.
Co do przyjaźni... ja poznałam prawdziwą przyjaźń dopiero w drugiej klasie liceum... dopiero wtedy miałam kogoś komu mogłam zaufać, opowiedzieć o sobie, o swojej autoagresji, o moich uczuciach... Myślę, że wiele osób w Twoim wieku mogą zwyczajnie przerastać Twoje problemy - nie jeden dorosły nie wie jak postąpić, gdy spotyka kogoś autoagresywnego, a co dopiero dzieci w gimnazjum... Nie łatwo o kogoś godnego zaufania, ale prędzej czy później kogoś takiego spotkasz. Do tego czasu możesz pisać o tym co się boli, smuci na forach takich jak to... anonimowo.
Myślę, że wiele rzeczy musisz sobie w życiu poukładać... żyletka to tylko objaw głębszych problemów - jak sama pisałaś miałaś trudności z radzeniem sobie z emocjami... Autoagresja to jeden ze sposobów na "radzenie sobie", ale sama dobrze wiesz, że nie jest to dobre rozwiązanie - dlatego powinnaś pracować nad innymi. Gdy czujesz, że chcesz sięgnąć po coś ostrego spróbuj zastanowić się dlaczego. Co się takiego stało, jakie emocje chcesz w ten sposób wyrazić i jak możesz zrobić to inaczej... |
|
|
|
 |
Gość
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
Z tym sięganiem po coś ostrego bywa bardzo różnie. Nie zawsze mogę trzeźwo zastanowić się nad emocjami, jakie chcę wyrazić czy nad czymkolwiek innym. Często to po prostu taki impuls, denerwujące, obezwładniające uczucie które samo raczej nie znika. Jeśli wówczas nie mam pod ręką nożyczek, to mogę się bić, szczypać i gryźć. Jakoś mnie to uspokaja. Były jednak chwile, gdy bardzo długo zastanawiałam się: robić czy nie. Wtedy miałam tym większe wyrzuty sumienia - paradoksalne, ale miałam ochotę pociąć się znowu, by je zagłuszyć. I właśnie wówczas miewałam owe ciągi. Ale z samookaleczaniem jest tak, że im dłużej się go nie praktykuje, tym większe miewa się doznania.
Doskonale rozumiem Cię z tym poświęcaniem się. Też tak miałam (miałam - bo w końcu teraz z tego już prawie wychodzę; no pomijając sporadyczne przypadki jak ostatnio). Czułam, że nie zasługuję na to wszystko co mam. I płakać mi się chciało nad mamą, bo ona zawsze starała się przychylić mi nieba, być wyrozumiała. Dlatego się izolowałam, by te więzi między nami słabły. Nie wiem dlaczego, może myślałam, że wówczas będę się z nią mniej solidaryzować i zacznie myśleć o sobie, albo że przynajmniej tak to odczuję. W każdym razie, teraz rozumiem, że moja rodzicielka jest pracoholiczką, ją praca męczy, ale ona ją lubi. Więc proponuje jej ciągle jakieś wyjazdy, kółka integracyjne, czy coś w tym stylu. Obiecała, że będzie mniej pracować - żeby tylko ojciec się uspokoił. |
|
|
|
 |
Scott

Wiek: 20 Dołączył: 06 Lip 2010 Posty: 40 Skąd: Wschód
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
Z tym zatracaniem się matki to po prostu napisałem posiłkując się własnymi doświadczeniam. Przez 12 lat patrzenia jak moja matka sama musiała wychowywać 3 dzieci, czasami nie było pieniędzy na jedzenie, ciągłe dopominanie się od ojca o alimenty który albo znikał na rok i nie było po nim śladu, albo siedział w warszawie z dwójką mojego przyrodniego rodzeństwa które zmajstrował i ten sam tekst że nie ma nic pieniędzy bo to bo tamto. Nie wiem jak ona to zrobiła i skąd miała siły na to wszystko, ale jestem w pewien sposób pełny podziwu dla niej bo miałem też swój okres buntu gdzie na każdym kroku chciałem dać jej do zrozumienia, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Dopiero w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że robiłem jej wielką krzywdę bo ma tylko nas. Gwenhwyvar ja też nie przepadam za tym jak ktoś się ma dla mnie katować; nie pochwalam tego, że jej matka się przepracowuje, chodziło mi o to jak duże jest jej poświęcenie wobec dzieci, rodziny. Patrzenie i podziwianie jak się wykańcza było by egoistyczne w pewnym stopniu. No ale podsumowując: doceniam takie poświęcenie ale tego nie pochwalam.
| Gwenhwyvar napisał/a: | | Nie mogę się zgodzić ze Scottem. Ty masz 14 lat i jesteś jeszcze dzieckiem, nie można oczekiwać od Ciebie abyś brała odpowiedzialność za działania dorosłych |
Zdaję sobie z tego sprawę, ale jeśli nikt z rodziny nie reaguje, a ona zdaje się być jedyną osobą, która chce uratować rodzinę to mimo swojego wieku myślę, że może coś zdziałać. Choćby tymi "wyjazdy, kółka integracyjne, czy coś w tym stylu."
| Cytat: | | Jako dziecko niezbyt zręcznie będzie mi cokolwiek im proponować, ale spróbuję z tą poradnią. Dziękuję za rady i pomoc. |
A im jako dorosłym z pewnością będzie niezręcznie słuchać porad kogoś młodego, ale nikt nie powiedział, że to ma być miłe i przyjemne. |
|
|
|
 |
Gwenhwyvar

Wiek: 24 Dołączyła: 26 Maj 2007 Posty: 1096 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pią 30 Lip, 2010
|
|
|
| Cytat: | | Zdaję sobie z tego sprawę, ale jeśli nikt z rodziny nie reaguje, a ona zdaje się być jedyną osobą, która chce uratować rodzinę to mimo swojego wieku myślę, że może coś zdziałać. Choćby tymi "wyjazdy, kółka integracyjne, czy coś w tym stylu." |
Poniekąd masz rację... ale ten kij ma dwa końce... z zasady ludzie źle tolerują poczucie bezsilności, świadomość, że jest źle i nie można nic z tym zrobić... mają tendencję do wmawiania sobie, że wcale bezsilni nie są... a potem mają poczucie winy, że czemuś nie udało się zapobiec... tak zaczyna się patologia... i nienawiść do samego siebie za to, że nie jest się w stanie zbawić własnej rodziny.
Oczywiście należy próbować wskazać rodzicom lepsze rozwiązanie... ale nie za wszelką cenę... trzeba wiedzieć kiedy zrobiło się wszystko co było realnie w naszej mocy... i jeżeli to nie wystarczyło - pogodzić się z własną bezsilnością... |
|
|
|
 |
agama
Dołączyła: 30 Sie 2006 Posty: 383 Skąd: UK
|
Wysłany: Sob 31 Lip, 2010
|
|
|
| Najlepsze wyjscie z sytuacji,zadbanie o siebie i swoje potrzeby fizyczne jak i psychiczne,potrzebne Ci wsparcie,trudno samemu niesc ciezar domowego ogniska.Ja tego nie mialam,nikt mi tego nie podsunal,a teraz ponosze tego konsekwencje,tez zaru z ogniska bez milosci. |
|
|
|
 |
|
|
Możesz pisać nowe tematy Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
| | Strona wygenerowana w 0,28 sekundy. Zapytań do SQL: 9 |
|
|