NoNameIn.Net Strona Główna
ProfilProfil FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy RegulaminRegulamin
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Czat (0)

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Łukasz
Sob 31 Paź, 2009
jak to jest mozliwe?!
Autor Wiadomość
mucha


Wiek: 23
Dołączył: 01 Sty 2006
Posty: 816
Wysłany: Pią 25 Cze, 2010   

musze powiedziec, ze piszac o tych "narzedziach", mialam na mysli narzedzia do wykucia tzw sukcesu zyciowego, a nie rowniez jakies negatywne determinanty, jak alkoholizm rodzicow.
napewno sa osoby, ktore nie chcac skonczyc jak rodzice, wyrwaly sie- ale jak?
niestety nie wierze, ze dzieki swojej nauce, bo po pierwsze do realizacji swoich ambicji na tym polu, jednak trzeba miec warunki do nauki, a dalej niestety- studia to jednak jest kawal kasy. oczywiscie sa stypendia pomagajace materialnie, ale wydaje mi sie, ze czesto zanim dzieciak z trudnej rodziny dojdzie do tego okresu zycia, to wczesniejszy brak warunkow odbierze mu szanse na studiowanie. i nie zapominajmy, ze po wiekszosci kierunkow studiow pracy nie ma.
uwazam, ze wyrwanie sie z toksycznego srodowiska juz na dobre i zaczecie lepszego zycia, na ogol wiaze sie z poznaniem męza/zony z tego innego srodowiska, a to juz wiadomo- przypadek, usmiech losu, ze spotka sie taka osobe na swojej drodze.

czyli osoby trzecie - rodzice to tez osoby trzecie.
po prostu samemu to sobie mozna... pojsc na spacer.
 
     
Gość

Wysłany: Pią 25 Cze, 2010   

No tak, ale jak masz alkocholików za rodziców, to logiczne, że jesteś pozbawiona tych narzędzi do wykuwania sukcesu.
Są osoby, które się wyrwały, nie jeden artykuł przeczytałam o DDA ( tutaj alkocjolizm to tylko przykład, nie żebym tylko z jednej strony rozumiała problem ), a pod nim forum - piszą tam nie tylko osoby pogrążone w niedostatku w zakresie sukcesu, ale też te, którym się udało. Albo przez pznanie jak piszesz osoby w postaci męża, żony, albo przez wsparcie jakiegoś pedagoga z prawdziwego zdarzenia, albo przez upór i właściwości własne.
Moja pedagog szkolna opowiadała o swoim koledze z liceum. Rodzice pili, ale ten był tak uparty, że skończył szkołę, wyjechał do jakiegoś miasta, znalazł prace i skończył studia.
Napewno się w jakimś stopniu sytuacja nanim negatywnei odbiła, ale z tego co słyszałam, radzi sobie nieźle.
Nie każdy ma te wsparcie od rodziny, a jednak niektórzy sobie poradzili w jakiś sposób.
Ale nie oznacza to, że jeśli ktoś sobie nie radzi to jest be i w ogóle, bo to nie jest tak zupełnie jego wina.
 
     
Black_Lilliyah 
Żałoba po Wyobraźni


Dołączyła: 02 Paź 2007
Posty: 900
Wysłany: Pią 25 Cze, 2010   

Już wiem, co to za siła, nakazująca mi kogoś chronić przed swoimi motywami albo po prostu zachowywać się tak, jak napisałam kilka postów temu (czy robić co innego jeszcze, nieważne, bo wszystko daje efekt jednaki - zostaję sama...). Cudownie.
Mucha, napisałaś dziś gdzieś, że tylko gnoje zasługują na samotność. To prawda. Czy ja jestem gnojem dlatego, że jest tak, jak jest? Że to się dzieje poza mną, wbrew mojej woli albo że podpowiada, że zło jest dobrem, bo wtedy przed sobą uchronię? Chyba tak. Tak. Wbrew sobie jestem, czym jestem. Dlaczego zawsze rzucona zostaję w psychotyczną przestrzeń nocy...
_________________
Każdy kwiat, każde drzewo, każdy kamień i każde źdźbło trawy jest grobem moich umarłych marzeń, złudzeń i snów. A wokół wikłają się nici fantazmatów.
 
     
mucha


Wiek: 23
Dołączył: 01 Sty 2006
Posty: 816
Wysłany: Pią 25 Cze, 2010   

tak napisalam, ale mialam na mysli gnojow bijacych swoje dzieci i zony, jakichs gwalcicieli, typow spod ciemnej gwiazdy.

a to, ze samotnosc zaistniala juz w czyims zyciu- nie oznacza, ze ten ktos jest gnojem.
tak naprawde czesto jest odwrotnie, bo zycie bywa przewrotne i w praktyce ludzie, ktorzy nie zasluguja na somotnosc- sa samotni, a gnoje zaslugujacy na to bardzo czesto maja wokol siebie ta sama zone i dzieci, ktore leją.

i tak sama czesto widze swoja wine- bo nie jestem otwarta,
bo nie jestem towarzyska,
nie dbalam o znajomosci, bo anoreksja, bo wolalam sie ciąc, a potem brac dxm zamist poznawac ludzi, bo wypominam ludziom, jestem wladcza, bo obrazam sie, gdy cos jest nie po mojej mysli. potem dochodze do wniosku, ze stalam sie zamknieta i wycofana, bo nie mialam takiej rodziny jak moi rowiesnicy, a juz na sam koniec, ze jednak nie powinno mnie to determinowac, chociaz wiem, ze na dobre nie da sie tym nie przejmowac, takie sprawy zawsze wracaja.

Cytat:
Że to się dzieje poza mną, wbrew mojej woli albo że podpowiada, że zło jest dobrem
czym jest "to" ?
 
     
Black_Lilliyah 
Żałoba po Wyobraźni


Dołączyła: 02 Paź 2007
Posty: 900
Wysłany: Pią 25 Cze, 2010   

Jednym z komponentów... mojej choroby? (jakiej nieważne, i tak już za dużo tu napisałam... trochę się boję, że ktoś to przeczyta i będzie wiedział...) mojego ja? Sama już nie wiem... Chodzi o psychotyzm, którym - jak napisałam w innym temacie - podszyte jest niemal każde moje działanie czy myśl.

I wcale nie mam pretensji do świata, że mnie nie chce, bo niby kto miałby chcieć zadawać się z psychotykiem.

Faktycznie - często taki gnój jeden z drugim ma kupę ludzi wokół siebie. Kiedy uświadamiam to sobie, czuję się jeszcze nędzniej niż zwykle - widać gnój więcej wart niż ja.
_________________
Każdy kwiat, każde drzewo, każdy kamień i każde źdźbło trawy jest grobem moich umarłych marzeń, złudzeń i snów. A wokół wikłają się nici fantazmatów.
 
     
mucha


Wiek: 23
Dołączył: 01 Sty 2006
Posty: 816
Wysłany: Pon 28 Cze, 2010   

nie gnoj wiecej wart - tylko swiat cholernie niesprawiedliwy.

nieprzyjemne przezycia z dziecinstwa, rozbita rodzina - wszystko to wisi nad dana osoba, chociaz czasem zdaje sie jej, ze zostalo za zamknietymi drzwiami pt "dziecinstwo, okres dorastania",
choroba psychiczna podobnie, oczywiscie zalezy jaka, bo napewna sa takie, o ktorych absolutnie nie da sie zapomniec ani na sekunde, ktore wykluczaja normalne relacje z ludzmi, jednak sa takie, o ktorych otoczenie nie musi wiedziec, ktore nie wylaczaja czlowieka z codziennego zycia, ale wiem - i tak ten ktos nie bedzie mogl zyc tak, jakby tej choroby nie bylo, bo o ile wykonywanie codziennych czynnosci jest mozliwe, tak jednak zwieranie normalnych, czy glebokich relacji, jest bardzo trudne.
ja tu nie widze dobrej rady, nie ma.

moge powiedziec tylko, ze ja wole nie sluchac o swoich ewentualnych zaburzeniach, swoja 'przygode' z psychiatria przezylam, wole sluchac ludzi, ktorzy mowia, ze trzeba wszystko zlewac i isc do przodu.
 
     
Black_Lilliyah 
Żałoba po Wyobraźni


Dołączyła: 02 Paź 2007
Posty: 900
Wysłany: Pon 28 Cze, 2010   

Moja przygoda niestety jest niekończącą się opowieścią i tak już pozostanie.
Do przodu iść się staram i tak, choć czasem pojawia się zwątpienie - jaki to ma sens, skoro to nasili się znów, by odebrać mi wszystko, burząc znów świat, który ledwo co udało mi się zbudować... To zwątpienie staram się jednak odsuwać od siebie; gdybym tego nie robiła, nie osiągnęłabym już tego, co udało mi się osiągnąć. Choć to mało, bardzo niewiele, jeśli te osiągnięcia skonfrontować z moimi ambicjami czy marzeniami... Dlatego idę do przodu, może uda mi się wydrzeć dla siebie coś jeszcze.
_________________
Każdy kwiat, każde drzewo, każdy kamień i każde źdźbło trawy jest grobem moich umarłych marzeń, złudzeń i snów. A wokół wikłają się nici fantazmatów.
 
     
Gość

Wysłany: Pon 19 Lip, 2010   

mucha napisał/a:
pewnie tyle, ile trwa, dopoki trwa, ile wlezie,
temat mi sie zalozyl w kwietniu 2008 - wiec ponad 2 lata mozna pisac to samo- to napewno,
a poza tym ile wlezie, ile ja trwam, poki nie znajde, moze nawet 10 lat, poki forum bedzie istnialo, poki mi sie bedzie chcialo, nie wiem.
mam prawo, moge.


Och ,mniejsza z tym ,nieistotne ,nieporozumienie.
chciałem Ci na coś zwrócić uwagę ,nie w mojej intecji było czegokolwiek zabraniać.
Bardziej chodziło mi o całokształt ,nie jeden temat ,nie o słowa lecz o czyny.

Pozdrawiam serdecznie ,już się nie odzywam
i pozostawiam w półmroku zbawiennej intelektualizacji.
 
     
vilis 


Dołączył: 30 Lis 2007
Posty: 366
Wysłany: Pon 19 Lip, 2010   

.
_________________
kiedyś
kiedyż później
kiedy ostygnie
osiągnie stan satori
i będzie jak polecają mistrzowie
pusty i zdumiewający
 
     
mucha


Wiek: 23
Dołączył: 01 Sty 2006
Posty: 816
Wysłany: Sro 21 Lip, 2010   

nieporozumienia- po prostu zdarzaja sie miedzy ludzmi i uwazam, ze trzeba je wyjasniac zamiast sie obrazac, pozostawiac nieporozumieniami.
chciales mi zwrocic uwage na cos, jakis caloksztalt, czyny, ale jak mozesz mowic o moim caloksztalcie i czynach? czy znamy sie osobiscie, a ja o tym nie wiem?
przyznaje, nienawidze swoich czynow prawie wszystkich, tych decydujacych o moim losie i tych wobec roznych pojedynczych ludzi. przewaznie sa sprzeczne z tym co naprawde chcialabym zrobic i wiem o tym dokladnie wtedy gdy je popelniam lub nieco pozniej albo po latach. wynika to z roznego strachu, czasem zwyklej niesmialosci, czasem ze strachu przed okazywaniem uczuc a czasem przed utrata wizerunku, ktory wydaje mi sie, ze sprawiam.
w tym momencie zycia doskonale widze swoje bledy, doskonale widze co stracilam przez te strachy, sprzeczne zachowania. nienawidze tego i siebie za to, ciezko mi z tym wytrzymac. pragne, zeby cos mnie stad zabralo.
 
     
Gość

Wysłany: Pon 02 Sie, 2010   

zawsze mozna to odwrocic, zmienic zachowanie, ale czy tak naprawde wiesz czego chcesz,
co jest dla Ciebie dobre i czy rozumiesz sama siebie ?? ...
Czasem tez popadam w taki obled.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,47 sekundy. Zapytań do SQL: 9