NoNameIn.Net

Nie chcę żyć - Nie chce zyc, nie mam odwagi sie zabic

Gość - Pią 03 Gru, 2010
Temat postu: Nie chce zyc, nie mam odwagi sie zabic
Chodze do gimnazjum. Ciagle mam nadzieje, ze niedlugo umre. Sam zabic sie nie mam jeszcze odwagi. Ale czuje sie beznadziejnie. W szkole ciagle mi dokuczaja, po szkole nie ma z kim porozmawiac, rodzice ciagle maja pretensje. Jestem sam. Mam wprawdzie rodzenstwo, ale duzo starsze i juz dawno ze mna nie mieszkajace. Niby mam cale zycie przed soba, ale nie wierze, ze cokolwiek mi sie uda. Nie chce zyc, ale nie mam odwagi sie zabic. Co robic?
mucha - Pon 06 Gru, 2010

co robic? - przetrwac to, bo gimnazjum to taki czas, ktory pozniej naprawde malo znaczy.

mozna miec mile wspomnienia z tego okresu, a raczej ogolny zarys, takie poczucie, ze dziecinstwo bylo mile, a jesli nie bedzie milych wspomnien, bedzie poczucie "ale dzieci w tym wieku sa glupie, dobrze ze mam to za soba", a moze nawet "sam bylem glupim dzieciakiem".

nawet nie musisz wierzyc, ze ci sie uda,
dokuczanie? nie wiem na jaka to jest skale, jesli faktycznie krzywda ci sie dzieje, no trzeba to zglosic, moze szkole zmienic, ale jesli to typowe dokuczanie, skup sie na nauce, moze sami sie odczepia, a nim sie obejrzysz bedzie liceum i bedziesz sie smial z tego wszystkiego.

Gość - Pon 06 Gru, 2010

Dokuczanie nie jest wprawdzie na tyle poważne, żeby z tego robić aferę, ale boli. Jak będę w liceum, to wcale nie jest pewne, że się skończy, albo chociaż będę miał z kim porozmawiać. W ogóle nie wiadomo, czy dobrze napiszę egzamin po gimnazjum. Jeżeli nie dostanę się do liceum, do którego ojciec chce, żebym poszedł, to jak spojrzę mu w oczy? Nie lepiej po prostu to skrócić? Sam nie wiem, co myśleć.
Gość - Wto 07 Gru, 2010

Twoja sytuacja może i się zmieniła, ale moja nie musi. Nie wierzę, że się zmieni. Dlaczego miałaby się zmieniać? Z pewnością wszyscy poradzą sobie bez mojego szczęścia. Całkowicie beze mnie też. Po co żyję? Czy tylko po to, żeby nic z życia nie mieć? Dla samego faktu życia? To wszystko nie ma sensu.

PS
Dlaczego tak trudno o tym pisać?

mucha - Sro 08 Gru, 2010

Gosciu, nie zakladaj od razu najgorszego.
tak, to wszystko o czym piszemy nie jest pewne, ze sie uda, ale wcale tez nie jest pewne, ze sie nie uda. a kto powiedzial, ze sie nie dostaniesz do lo, ze tam nie znajdziesz przyjaciol?

sytuacja Black_Lilliyah tez wcale nie musiala sie zmienic i powiem, ze skoro jej sie zmienila- twoja tez moze, nawet jesli nie wierzysz. do tego nie trzeba wiary, po prostu sie dzieje. zaczynasz chodzic do innego budynku, tam sa inni ludzie i samo sie toczy ::usmiech:

chyba przytlaczajaca wiekszosc forumowiczow zastanawia sie po co zyje,
chyba nie ma trudniejszego pytania- jedyne co mozemy zrobic to znajdywac odpowiedzi zastepcze, ktorych urok taki, ze co jakis czas sie deaktualizuja.
tak jest, cele zyciowe z reszta musza sie zmieniac z wiekiem. gdybym mogla powiedziec po co ty teraz zyjesz? - zeby dostac sie do dobrej szkoly, sprawic tym przyjemnosc sobie i ojcu oraz probowac poukladac siebie, zobaczyc co bedzie dalej.

to tez prawda, ze swiat bedzie sie toczyl bez ciebie, ale to nie o swiat i innych ludzi chodzi, wlasciwie co cie oni obchodza? zyj dla siebie, swoich przyjemnosci.

jeszcze mozesz byc kazdym- lekarzem, notariuszem- i trzepac taka kase, ze tym wszystkim, ktorzy ci teraz w gimnazjum dokuczaja bedzie tak zal dupe sciskal, ze jeszcze tobie bedzie ich zal ;)

Gość - Czw 09 Gru, 2010

Żyć dla siebie, dla własnych przyjemności? Nie do końca rozumiem, jakich przyjemności. Dla siedzenia cały dzień przed komputerem, bo na dwór nie ma do kogo wyjść? Nic więcej do głowy mi nie przychodzi. Przyszłość... Dlaczego ma mi się cokolwiek udać?
Gość - Sro 24 Sie, 2011

Co poradzicie osobie która żyje na przyzwoitym poziomie a mimo to chce z tym skończyć?
Mnie osobiście moje życie zwyczajnie nudzi i nie chce dalej ciągnąc tej błazenady,mam dom
,mam co jeść i gdzie spać nie mam żadnych większych problemów mimo to jestem tak znudzony że tylko perspektywa strzału w łeb trzyma mnie jakoś na duchu. Uprzedzając porady typu: porozmawiaj z kimś bliskim itp. nie ma w moim życiu takich osób, rodziców zaledwie toleruje,rodzeństwa nie posiadam a przyjaciół i znajomych mam w dupie (a w zasadzie jakby się tak zastanowić to też ich nie mam,podobnie jak z rodzeństwem).

P.s nie chciałem zaśmiecać forum nowym tematem,poza tym podobnie jak autor jestem ofiara dojmujacego poczucia pustki z tym ze czasy gimnazjum mam juz dawno za soba...

wyimaginowana - Czw 25 Sie, 2011

A próbowałeś podjąć jakieś czynności mające na celu zmianę tego nudnego, jak twierdzisz, życia? Zająć się jakimś hobby? Mówisz, że nie masz większych problemów, a fakt, że nie masz przyjaciół i czujesz się samotny nie jest dla Ciebie problemem? Dlaczego masz w dup*ie znajomych? Czy jest to z powodu tego, że kiedyś w przeszłości jakiś człowiek Cię zranił i teraz odsunąłeś się od wszystkich, bo uważasz, że tak będzie najlepiej.
zmyślona - Czw 25 Sie, 2011

Znudzenie powodem myśli samobójczych? :roll:

Ludzie, szanujcie trochę dar życia! Omg, zastrzeliłeś mnie wprost- no tak, nuda to rzeczywiście powód do samobójstwa. Nudę można wypełnić niezliczoną ilością zajęć, jedynie potrzeba dwóch czynników: POMYSŁ oraz CHĘCI. A z tym drugim najczęściej jest problem. Wystarczy samego siebie trochę zaktywizować, by nadać treść życiu, zwłaszcza, że masz ku temu dogodne warunki.

Natomiast, jeśli rzeczywiście Twoim problemem nie jest nuda, a samotność, to odrębna rzecz, na temat której nie będę się wypowiadać, bo i tak wyimaginowana podjęła już z powodzeniem tą kwestię ^ ^

wyimaginowana - Czw 25 Sie, 2011

Myślę, że nie o nudę tutaj chodzi tylko o monotonię życia. O tym, że w życiu tak naprawdę nic się nie dzieje. O myśli, że tak już będzie zawsze...

Z resztą, zaczynam pisać o sobie. Może poczekajmy na jego odpowiedź :)

Gość - Czw 25 Sie, 2011

Owszem moje zycie jest monotonne,coz jesli chodzi o hobby to nic nie zainteresowalo mnie na tyle zebym zajal sie tym na dluzej, poza tym z reguly hobby koncentruje sie wokol czegos co lubimy robic. A lubimy robic cos gdy jestesmy w tym dobrzy, mi niestety w czasach gdy próbowałem zrobić jakąkolwiek ***** ktoś zabierał motywację i robił to za mnie twierdząc- nie umiesz nie bierz sie za to- i na dzień dzisiejszy nie umiem nic... A jesli chodzi o ludzi coz mam taki charakter ze toleruje tylko pare osob wokol siebie do reszty jestem raczej delikatnie mówiąc chłodno nastawiony
wyimaginowana - Czw 25 Sie, 2011

To może zamiast rozpoczynać hobby powinieneś postawić sobie jakieś wyzwanie? Obrać cel, za którym będziesz podążać? Zaryzykować i pójść w nieznane żeby "zobaczyć" czy poznać życie z innej strony?

Wiesz, jeśli chodzi o hobby to nie jest tak, że od razu zostaniesz mistrzem. Nie ma tak łatwo. Nad tym trzeba pracować, a Tobie chyba brakuje do tego cierpliwości i rezultaty chciałbyś widzieć od razu.

I dlaczego tych parę osób, które lubisz(?), jak to określiłeś "masz w dupie"?

Gość - Pią 26 Sie, 2011

Tolerować a lubić to dwie odrębne sprawy, jeśli chodzi o cierpliwość to straciłem ją dawno temu. Postawienie sobie celu nie jest takie proste bo niby co mam postawić sobie za cel ?
Gość - Pią 26 Sie, 2011

[quote="zmyślona"]Znudzenie powodem myśli samobójczych? :roll:

Ludzie, szanujcie trochę dar życia! - nie prosilem sie o ten dar, zreszta gowno warty

Zabita - Pią 26 Sie, 2011

w gimnazujm miałam to samo-myśli o śmierci,samookaleczanie,poczucie głębokiej beznadziei.
okres bycia 'folen ejndżelem' mam za sobą,na szczęście.niektórzy wyrastają,niektórzy nie.
za ojczyznę warto oddać życie,nie za dokuczanie i egzamin gimnazjalny.

wyimaginowana - Pon 29 Sie, 2011

Anonymous napisał/a:
Tolerować a lubić to dwie odrębne sprawy, jeśli chodzi o cierpliwość to straciłem ją dawno temu. Postawienie sobie celu nie jest takie proste bo niby co mam postawić sobie za cel ?


A powiedz co chciałbyś zrealizować? Nudzi Cię to, co teraz masz, więc może warto zmienić miejsce zamieszkania, pracę? Podjąć wyzwanie? A może z czasem przyjdzie cel, żeby osiągnąć coś więcej niż nowe miejsce zamieszkania czy inne stanowisko. Nie jestem Tobą, nie mogę Ci powiedzieć, abyś obrał cel A, bo cel B jest do dupy.
Trzeba chcieć. A czy Ty chcesz zmienić swoje życie? Czy przyzwyczaiłeś się do monotonii?

Gość - Pon 29 Sie, 2011

Jestem już przyzwyczajony aczkolwiek zaczyna mnie to coraz bardziej frustrować, z tego powodu zastanawiam się czy zakończenie tej niewiele znaczącej egzystencji nie jest najlepszym rozwiązaniem
Gwenhwyvar - Wto 30 Sie, 2011

Gościu proponuję wybrać się do psychiatry po leki antydepresyjne jeżeli doskwiera Ci anhedonia, brak energii i motywacji... a potem koniecznie przejść się do dobrego terapeuty, który pomoże Ci się uporać z doświadczeniami z przeszłości, które obecnie powodują, że robisz coś albo dobrze albo wcale, masz problem z czerpaniem przyjemności z życia i trudności w zawieraniu bliskich i owocnych relacji z innymi. Jeżeli po paru latach terapii (tak terapia trwa długo) będziesz miał takie samo zdanie jak dzisiaj to przecież zawsze zdążysz się zabić.
Gość - Sob 10 Wrz, 2011

Pytanie tylko po co mam tracić pare lat na bezsensowna terapię, to jak podłączanie człowieka-jarzyny do respiratora, sztuczne przedłużanie życia
pizdusplastus - Nie 18 Wrz, 2011

Mam podobnie, Kwestia samobojstwa meczy mnie prawie od 10 lat. Zaczelo sie od rozwodu rodzicow, potem bylo tylko gorzej. trafilem do beznadziejnej szkoly bo nigdzie indziej sie nie dostalem, liceum zdalem ale nie mam zadnej wiedzy w glowie. z matura tez nie mialem wiekszych problemow, ale moje wyniki nie pozwolily dostac sie na jakiekolwiek studia. i co teraz? mam sie meczyc kolejne lata? nie, ja mam juz dosc, nic mi sie nie uklada i do niczego sie nie nadaje. nie mam zadnych przyjaciol. kiedys mialem, ale tylko jednego kolege ktory okazal sie byc frajerem i bardzo sie zmienil pod wplywem innych. najprawdopodobniej dlatego nie szukalem juz przyjaciol. teraz jestem sam, nawet nie chce szukac pomocy, nie ma juz sensu. ktos powie ze tyle lat zyje to sie nie zabije. zyje tylko dlatego ze caly czas ludze sie ze bedzie lepiej ale tak naprawde jest gorzej. jednak moim najwiekszymm problemem jest to ze nie mam jaj zeby popelnic samobojstwo
Trinity - Pon 19 Wrz, 2011

Samobójstwo tak naprawdę byłoby tu ucieczką, co masz zrobić, w rzeczywistości nikt tego dokładnie nie określi, a zdecydować musisz sam, czy chcesz tkwić w tym co jest czy może chcesz poszukać ludzi spróbować poprawić maturę i tak dalej i tak dalej . Nie będzie lepiej póki nie zacznie się działać.
Twierdzenie,ze do niczego się nie nadajesz nie jest prawdziwe, ale zapewne głęboko w nie wierzysz , stać się na naprawdę dużo.
Co wybierzesz ?:)

pizdusplastus - Pon 19 Wrz, 2011

Nie wiem co wybiore. I tak juz zawiodlem cala rodzine poczawszy od matki. gdy zakonczyl sie rozwod rodzicow zamieszkalem z matka, na wakacje pojechalem do ojca i tam zostalem. nie wiem czy istnieje bardziej podla rzecz niz zeznawanie przed sadem ze nie chce mieszkac z wlasna matka. po tym ciezkim rozwodzie mama miala nastepny trudny okres. szukalem liceum, ale mimo sredniej ponad 4 i dosc dobrych wynikow z egzaminow nie zostalem przyjety do zadnego z 3 liceow. poszedlem do prywatnego, bylo mi nawet nienajgorzej poza tym ze bylem sam jak palec. nie mam jakiejs szczegolnego daru do przyswajania wiedzy, wiec nie zdawalem na maturze nic ponad program. nie wiem jak moglem sie ludzic ze dostane sie na studia. nie dostalem sie nawet na zaoczne. zostaly tylko 2 uczelnie gdzie na pewno byl mnie przyjeli. problem polega na tym ze ja w zadnej szkole w ogole sie nie uczylem, tylko to co na lekcjach. mature przeszedlem dzieki temu ze egzaminujacy byli mili i pewnie dostali przymus od dyrektora ze wszyscy musza zdac. na studiach nie bede mogl sie tak przeslizgnac. nie znajac podstaw nei moge sie dalej uczyc. na tych 2 uczelniach kierunki niby sa ale zapoznajac sie glebiej stwierdzam ze nie jest to czego szukam. sam juz nie wiem co robic. chyba najlepsza opcja byloby wziac sie do nauki i sprobowac zdac mature z rozszerzeniem, chociaz nie wiem czy dam rade...
Nastepny problem to u kogo zamieszkac. Niby mam rodzine, ale co mam wrocic do matki po tym co przeszla? chyba nigdy nie bede w stanie spojrzec jej w oczy z czystym sumieniem. poza tym byloby jej ciezko, zarabia minimalna stawke, na alimenty od ojca raczej nie ma co liczyc, a ja na pewno nie bede w stanie pogodzic 2 rzeczy czyli pracy i nauki. nawet jednego nie jestem w stanie zrobic dobrze. nie wiem czy mialbym tam dobre warunki do nauki bo pies szczeka glosno i bardzo przeszkadza, glosno jest takze od ulicy. latem jest upal nie do wytrzymania, a zima mroz, zimno od dachu. mimo wszystko uwazam ze mama to jedyna osoba ktora jestem pewien ze mnie kocha, chociaz na pewno nigdy mi nie wybaczy ze od niej odszedlem.
Raczej na pewno nie zostane u ojca. on takze nie bedzie dalej lozyc na utrzymanie takiego pasozyta jak ja. ma inne plany zupelnie niezwiazane ze mna. w ogole sie mna nie interesuje, wszystko co powiem przyjmuje obojetnie. jedyne co mu wychodzi dobrze do opierdalanie wszystkich dookola. nie okazuje wdziecznosci gdy mu pomagam zeby jakos zabic czas, zawsze cos zrobie nie tak, nie dobrze. uparl sie na remontowanie domu mimo ze nie mamy pieniedzy, sam zarabia marne grosze bo rowniez minimalna stawke. ma juz tyle kredytow ze przestali juz mu udzielac. dziwi sie ze go nie rozumiem. za wszelka cene chce uratowac dom wybudowany przez dziadka ale za jaka cene. zawsze byl nerwowy ale teraz jest zdecydowanie bardziej. w domu caly czas jest zimno, aby dalo sie normalnie mieszkac trzeba mnostwa pieniedzy i duzo roboty.
Od 3 lat mieszkam sam z ojcem a moj dzien wyglada dokladnie tak samo. po szkole wlaczalem komputer i gralem w glupkowate gry, czesto do pozna w nocy. rano do szkoly, torba jeb i komputer. teraz juz skonczylem lo wiec siedze przed kompem po 12-16h dziennie. nie mam przyjaciol i znajomych, nie mam co robic, niczym sie nie interesuje...
Moglbym jeszcze zamieszkac u babci. na pewno byloby cieplo w mieszkaniu, nie musialbym sie martwic ze kapie mi na glowe. babcia zchorowana, emerytura tez nie za duza, ale chyba bylbym jej w stanie pomoc np. posprzatac czy przyniesc zakupy. Ojciec na pewno raz n jakis czas odwiedzalby matke, a te spotkania ze mna nie bylyby najprzyjemniejsze.
Moze troche spamuje w tym temacie. wiem ze na pewno macie duzo gorsze problemym, ale do kogo mam sie zwrocic o pomoc. nie ma mowy zebym poszedl do psychiatry. juz kiedys rozmawialem z 2 przed rozprawa sadowa bo bylem jeszcze za maly zeby moglo sie to normalnie odbyc. po tej rozmowie mialem taka pustke w glowie, olbrzymie poczucie winy, wiedzialem ze mnie nie rozumieja, w dodatku nie byli mili. Naprawde nie wiem co mam zrobic. najlatwiej byloby strzelic sobie w leb i miec pewnosc ze w tym momencie zawiode rodzine, ale bedzie to juz ostatni raz i nikogo wiecej nie skrzywdze. jestem pewny ze nie polacze pracy z nauka, bo wiedza nie wchodzi mi latwo do glowy. aktualnie jej nie posiadam dlatego nie chce zaczynac studiow gdzie bede musial pracowac, studiowac, gdzie beda wychodzily moje braki wiedzy.
myslalem takze o tym aby popelnic kilka przestepstw aby miec pewnosc ze trafie do wiezienia. moze tam znajde ucieczke od problemow, nie bede sie musial uczyc ani pracowac, nie bede sie widywal z rodzina.
moze ten tekst nie brzmi jak ostatni mowa samobojcy, ale te mysli towarzysza mi juz od rozwodu rodzicow czyli od ponad 9 lat. ten tekst nieco pomogl poprawic mi nastroj ale na pewno nie na dlugo. czuje ze jesli sie nie zabije w tym tygodniu to juz nigdy nie znajde odwagi aby to zrobic.

pizdusplastus - Pon 19 Wrz, 2011

to ze nikt nie bije, ze nie cpam, ze nie pije i nie tne sie nie oznacza ze nie jestem zdesperowany
Trinity - Pon 19 Wrz, 2011

Dużo rzeczy napisałes, z wielu zdajesz sobie sprawe, to dobrze. Nie dam Ci złotej rady, powiem tylko tyle, musisz coś zmienić coś wybrać Pomysł z więzieniem raczej nie jest zbyt dobry, lepiej spróbować poszukać pracy i pomyśleć później o jakiejś szkole, jeśli twierdzisz,że tego nie pogodzisz, to może narazie zostaw plan studiów na później. Dobrze byłoby aby jakoś krok po kroku zacząc zmieniac obiecną sytuacje :) pisałes o babci, moze rzeczywiście przeprowadź się do niej ,otoczenie wydaje się tam bardziej przyjemne. Co o tym sądzisz?
Gorzka - Wto 20 Wrz, 2011

Hmmm... a mi się zdaje, że jesteś bardzo niesamodzielny. Ciągle piszesz o pomocy mamy, taty, babci, a wziąłeś pod uwagę to, że jesteś już dorosły i warto byłoby zacząć coś ze swoim życiem robić?
Piszesz, że Twoja matura poszła kiepsko, ale zależy Ci na studiach, jednak na to wszystko nie masz pieniędzy. Co Ty na propozycję Trinity? Najpierw jakaś praca, a potem poprawa matury i szkoła? To brzmi sensownie!
Jeżeli Ty nie zaczniesz zmieniać swojego życia, to ono samo się nie zmieni, nie licz na to. Nikt nie będzie nigdy żył za Ciebie. Zajmij się czymś, zacznij wychodzić na spacery, do ludzi, a nie siedzieć całe dnie przed komputerem. Zorganizuj sobie jakoś czas, pomyśl jak mógłbyś podzielić dzień między pracę, odpoczynek i naukę do poprawy matury.

Co do studiów, to wcale nie jest tak, że musisz mieć jakąś Bóg wie jaką wiedzę. Gó*wno prawda. Musisz umieć czytać, liczyć i myśleć logicznie. Materiału zawodowego uczysz się de facto od podstaw, a na pierwszym semestrze zwykle jest jakaś prosta matma, statystyka i fizyka, chemia - te dwa na poziomie trochę wyższym niż w liceum, ale bez szału.
Co do mieszkania... ja wynajmowałam z obcymi osobami i jakoś było nieźle, poza tym, jeżeli zależałoby Ci na niskich kosztach - jest akademik.

Nie twierdzę, że nie jesteś zdesperowany. Wydaje mi się jednak, że trochę sam na własne życzenie wpędziłeś się w problemy. Zbyt czarno widzisz to wszystko, nie szukasz kompletnie rozwiązań, niepotrzebnie się wciąż dołujesz. Piszesz, że miałeś dobrą średnią, że zdałeś maturę - czyli masz jakąś wiedzę - nie mów, że tak nie jest! Samobójstwo w takim przypadku byłoby, jak słusznie zauważyła Trinity, ucieczką - a nie wyjściem. Czytając Twoją wypowiedź miałam wrażenie, że boisz się zmienić coś w swoim życiu, boisz się zaryzykować, próbować. Trochę jak w tym kawale - nie wysłałeś losu, a chcesz wygrać milion. To niestety tak nie działa.

Jeśli zaś chodzi o mamę... powiedz Jej jak się czujesz. Ona na pewno to doceni, może nie wie że Tobie jest tak trudno? Spróbuj poszukać u niej wsparcia w swoich działaniach.

Przemyśl gruntownie swoje życie i zacznij działać. ;) zacznij coś robić, ale dla siebie, a nie dla taty, mamy czy babci. To Twoje życie, a nie ich i od Ciebie w pewnej mierze zależy czy będzie dobre czy do d***.

HarpersMay - Wto 20 Wrz, 2011

Czytam co piszesz, a po każdym zdaniu, które przeczytałam, oczy mi się bardziej rozszerzały. I nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Wybacz, jeżeli będę trochę 'niewrażliwa', ale zdaje się, że po prostu wykorzystujesz ludzi. Owszem, nie znam Twojej sytuacji w pełni - jeżeli się pomylę, po popraw mnie, ja się mogę odnieść tylko do tego co napisałeś. Ale wygląda na to, że jesteś w miłej sytuacji - bo owszem, Twoi rodzice się rozeszli, ale przynajmniej kochają Cię, pozostał Ci taki wybór, ze możesz mieszkać u każdego z nich. Mamę odrzucasz, bo u niej "pies za głośno szczeka" (i przeszkadzałby Ci w nauce - której nie chcesz co prawda się podjąć). Mówisz, że nie chcesz jej obciążać również utrzymywaniem swojej osoby, ale nie chcesz się wziąć za pracę - za szkołę w sumie też. W sumie to za nic się nie chcesz wziąć i najchętniej, to jakby wszyscy robili wszystko za Ciebie i ciągle Cię utrzymywali - tata, mama, babcia, albo państwo, kiedy byś poszedł do więzienia, bo Ty już się namęczyłeś w życiu, bo się uczyłeś na czwórki w liceum. Jesteś już pełnoletni i najwyższa pora, żebyś się czymś zajął i swoje życie jakoś zaplanował - albo poszedł na studia, żeby potem móc iść do 'lepszej' pracy, albo iść do pracy już teraz. Podejście, że wszyscy mają robić coś za Ciebie, jest krzywdzące dla innych - a niestety w Twoim zamierzeniu jest wykorzystywanie przede wszystkim Twoich bliskich.
I zgadzam się z też z tym, co pisała Gorzka - masz możliwości, żeby coś zrobić. Więc po prostu rób, wystarczy odrobina chęci.

pizdusplastus - Wto 20 Wrz, 2011

Dzięki za posty. W końcu coś postanowiłem. Nie zacznę studiów w tym roku. Jeszcze jutro pojeżdżę i popytam o pracę w hipermarkecie. Jedyne co mógłbym robić to układać towary na półkach. Może się uda. Fizycznie raczej nie ma opcji żebym pracował. Wyglądam jakbym był niedożywiony, mimo że jem dużo. Silny też nie jestem. Ewentualnie mógłbym roznosi ulotki, chociaż zimą to nie najlepszy pomysł. Nie znam miasta w którym mieszkam bo nie ruszam się z domu. W weekendy mógłbym chodzić na kursy maturalne. Za darmo nie są więc bez pracy się nie obejdzie. Ale ok, nie boje się, trzeba spróbować. Marzę o tym żeby się dostać na polibudę, ale musiałbym mieć 100% z matur podstawowych lub powyżej 60% z rozszerzonych, a to jest bardzo dużo jak dla mnie i nie wiem czy dam radę. Ale nie poddam się tak łatwo.
Nie dostałem się ani na dzienne ani na zaoczne studia na publicznych uczelniach, a na prywatnych sytuacja wygląda tak, że od 1 roku kładą nacisk na mój kierunek powiązany np. z ekonomią lub z zarządzaniem, co kompletnie mnie nie interesuje. Po takich studiach mógłbym dostać pracę tylko w dwóch specjalizacjach.
Tak, mam to jedyna osoba, która wiem że chociaż spróbuje mnie zrozumieć. Szkoda, że nie widzę jej na codzień, bo mieszka dość daleko.
Nie uważam, żebym wykorzystywał ludzi. Wiem natomiast, że nie mogę za bardzo polegać na własnej rodzinie i być może nie otrzymuje od niej takiej pomocy jakiej bym oczekiwał. Tak uważam, ale być może się mylę.
Chcę, a właściwie to koniecznie muszę znaleźć pracę. Potem poprawa matury i studia. Nie chcę tak jak moi rodzice harować całe życie za minimalną stawkę. Oczywiście dam z siebie wszystko. Może z czasem wszystko się ułoży tak jak bym chciał. No i przede wszystkim (póki nie znajdę pracy) postaram się jak najwięcej czasu spędzać poza domem, aby nie siedzieć całe dnie przed monitorem.
Nie bójcie się pisać tego co myślicie. Wolę brutalną prawdę od kłamstwa. Wiem, że chcecie mi pomóc, za co jestem wdzięczny.
Właściwie to miałem już plan jak się zabić, ale na razie odstawię go na boczny tor. Właściwie to mogę to zrobić w każdej chwili więc jak na razie już mi się tak nie śpieszy.
Chciałem założyć konto, skorzystałem z jednogodzinnego adresu e-mail aby pozostać anonimowym, ale link który dotarł na skrzynkę nie działał. Wyświetlał się komunikat, że klucz nie pasuje do tego z bazy danych...

HarpersMay - Wto 20 Wrz, 2011

I powodzenia. Trzymam kciuki :) Ważne, że do przodu.
pizdusplastus - Pią 23 Wrz, 2011

Właściwie nie wiem czy założyć nowy wątek czy nie. W każdym razie znalazłem jeszcze jedną uczelnię gdzie jeszcze nie próbowałem się dostać i... udało mi się. Jednak zacznę te studia. Co prawda nadal nie znalazłem pracy ( a bez niej się nie obejdzie), ale to już krok na przód.
Może zabrzmi to głupio, bo w sumie nie jestem niepełnosprawny, ale przez ostatnie dwa dni spędziłem kilka godzin poza domem. Lepsze to niż cały czas przed komputerem.
Myślę, że jestem żywym dowodem na potwierdzenie przysłowia :Jak trwoga, to do Boga"...

Gorzka - Pią 23 Wrz, 2011

Fajnie, że w końcu ruszyłeś się z domu. Może te studia, które zaczniesz trochę Cię rozkręcą. Życzę powodzenia.
MetalowaDama - Wto 25 Paź, 2011
Temat postu: Re: Nie chce zyc, nie mam odwagi sie zabic
Anonymous napisał/a:
Chodze do gimnazjum. Ciagle mam nadzieje, ze niedlugo umre. Sam zabic sie nie mam jeszcze odwagi. Ale czuje sie beznadziejnie. W szkole ciagle mi dokuczaja, po szkole nie ma z kim porozmawiac, rodzice ciagle maja pretensje. Jestem sam. Mam wprawdzie rodzenstwo, ale duzo starsze i juz dawno ze mna nie mieszkajace. Niby mam cale zycie przed soba, ale nie wierze, ze cokolwiek mi sie uda. Nie chce zyc, ale nie mam odwagi sie zabic. Co robic?


Jeżeli nie masz odwagi się zabic to dobry znak, że chcesz żyć: ) musisz się zmotywowac. Trzymam kciuki za Ciebie.

Trasui - Pon 12 Mar, 2012

Pomyśl tak że jak ukonczysz z powodzeniem gimnazjum i tych ludzi nie spotkasz już, zmień liceum w sensie innej miejscowości. Pozatym jesli tobie dokuczaja to oznacza to ze pozwalasz im na to, trzeba byc czasem wredna żmija, znasz ich slabosci? jestes dobrym obserwatorem? wykorzystaj to przeciwko nim.
Gość - Sob 01 Gru, 2012

ja też sie zabije bo mam dość życia na tym świecie jebne sie z dachu i będe miał spokój dowidzenia ::dep:
mucha - Nie 02 Gru, 2012

co takiego Cie dreczy, ze jedynym wyjsciem wydaje sie skok?
Gość - Sob 08 Gru, 2012
Temat postu: Re: Nie chce zyc, nie mam odwagi sie zabic
W podstawówce i gimnazjum też miałam problemy, rówieśnicy mi dokuczali głównie chyba przez mojego ojca alkoholika. Zamknęłam się w sobie i trzymałam to wszystko w sobie ten ból który przechodziłam w szkole i w domu. Też parę razy próbowałam się zabić, ale kończyło się tylko na bliznach. W technikum było już o wiele lepiej choć nadal byłam zamknięta w sobie. Teraz się otworzyłam do ludzi, nie mieszkam z ojcem, nie mam żadnego kontaktu z tam tymi rówieśnikami z podstawówki i gimnazjum, gdyż mieszkam w innym kraju i dobrze mi się ogólnie wiedzie. Fakt pozostały złe wspomnienia i odbiło mi się to też na zdrowiu. Mam problemy z psychiką, nerwicę serca i wrzody na żołądku ::dep:
Zmienisz szkołę, rówieśników i Twoje życie się odmieni na lepsze. A z tych samobójstw będziesz kiedyś się śmiał. Musisz być silny psychicznie i wierzyć w to że będzie dobrze, a napewno będzie ::usmiech:

paulinaxxx1 - Wto 25 Gru, 2012
Temat postu: nie chcę już żyć
Często miewam takie dni,ze mam mysli samobojcze. Nawet układam sobie plan jak TO zrobić. Mam wiele pomysłow... Jednak nie wiem, czy to może świadczyć o jakiejs depresji, ktora trzeba leczyc , czy po prostu dojrzewam ? Za 2 tyg będę miała 18 lat, nie cieszy mnie to. Ostatnio myśle nawet, ze moze warto byloby umrzec jako 17nastolatka? Jeszcze niedawno okaleczałam się, probowalam się powiesic, ale bezskutecznie. Proszę, odpiszcie cos.
mucha - Sro 26 Gru, 2012

Cytat:
Jednak nie wiem, czy to może świadczyć o jakiejs depresji, ktora trzeba leczyc , czy po prostu dojrzewam ?

to by mogl ocenic specjalista, jednak radzilabym przyjac ta druga opcje.
niektorzy zbyt latwo wpisuja depresje, a jak juz uwierzysz, ze ja masz, to kaplica.

mysle, ze czesto w tym wieku przechodzi sie jakis kryzys.
a nie ma co sie cieszyc z bycia coraz starsza :P jednak posiadanie dowodu osobistego to mila sprawa, kazdy ma Ci sprzedac co sobie zazyczysz. juz zadnych kombinacji, po prostu wchodzisz, legalnie, bez stresu kupujesz i wychodzisz :)
posiadanie prawa jazdy to jeszcze milsza sprawa, tylko tu do pelnego szczescia potrzebny jest jeszcze samochod. ale tak mloda osoba ma tysiac mozliwosci by na niego zarobic.

karmiszsiemną? - Sro 26 Gru, 2012
Temat postu: Re: nie chcę już żyć
paulinaxxx1 napisał/a:
Ostatnio myśle nawet, ze moze warto byloby umrzec jako 17nastolatka? Jeszcze niedawno okaleczałam się, probowalam się powiesic, ale bezskutecznie. Proszę, odpiszcie cos.


Na śmierć zawsze przyjdzie czas możesz sie zabić prawdę mówiąc kiedy chcesz, poczekaj może coś się jeszcze wydarzy, sam się próbowałem powiesić ciekawi mnie czemu twoja próba była bezskuteczna, lina się urwała czy co ?

Joden - Nie 03 Lut, 2013
Temat postu: złamane serce
Moim problemem jest z kolei nadwrażliwe serce. Bardzo łatwo jest mi się zakochać. Miałem to.za sobą cztery razy i teraz tylko miłość i jakiekolwiek inne pozytywne uczucia wzbudzają we mnie tylko odrazę. Na moje nieszczęście jak się zakochuję to tylko w starszych o parę lat. Nigdy nie mam odwagi ani żeby z tym skończyć. Ani żeby się do niej odezwać. Totalna porażka! Czy mógłby mi ktoś coś doradzić w tej sprawie?
karmiszsiemną? - Nie 03 Lut, 2013

ja ci nic nie doradzę, mimo że też się czesto zakochuje, a chociaż zakochujesz się z wzajemnością ? Co do tego że w starszych to dam oklepaną odpowiedz że moze masz jakiś niedobór wzajemnych relacji z matką, hmm ?
Joden - Nie 03 Lut, 2013

Sądząc po reakcji na moją obecność, czyli obojętność to bez wzajemności a drugą część twojej wypowiedzi mogłeś sobie darować.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group